Żywność liofilizowana – szybkie i lekkie jedzenie nie tylko w góry.

with 5 komentarzy

Skusiłem się. Ryż z kurczakiem w sosie curry. Muszę poznać, że kiedyś próbowałem jeszcze gulasz z pikantną wołowiną, który bardziej mi smakował. Kolega polecał spaghetti carbonara. Do wyboru jest całe mnóstwo potraw. Od przekąsek śniadaniowych i owoców po zupę czy drugie danie. Czy pożywne, o tym potem. Najważniejsze jest to, że jedzenie jest super lekkie i ma bardzo długie okresy przydatności do spożycia. Sam zdecydowałem się na markę Travellunch (zupełny przypadek, ze względu na bliskość do sklepu, w którym mogę kupić). Są też m.in. Adventure Food, TREK’N EAT, LYO FOOD. Do wyboru, do koloru.

Na pierwszy rzut oka opakowanie jest wielkie (obok butla z gazem 230gram), ale wiekszość z tego, to pusta przestrzeń, która częściowo wypełni się po zalaniu wrzątkiem.
Na pierwszy rzut oka opakowanie jest wielkie (obok butla z gazem 230gram), ale wiekszość z tego, to pusta przestrzeń, która częściowo wypełni się po zalaniu wrzątkiem.

Czym jest liofilizacja

Liofilizacja to proces, w którym jedzenie jest głęboko zamrażane przy obniżonym ciśnieniu, po czym przez sublimację usuwana jest z niego prawie cała woda (firmy chwalą się odwodnieniem sięgającym powyżej 95%) dzięki czemu racje żywnościowe znacząco tracą na wadze zachowując wszystkie właściwości odżywcze. Pierwsza żywność liofilizowana pojawiła się masowo w okresie II Wojny Światowej. Później wykorzystywano ją również w programach kosmicznych, gdzie każdy kilogram wysłany w kosmos kosztował fortunę, więc oszczędzano na potęgę na wadze zabieranego ekwipunku. Z czasem jedzenie tego typu stało się popularne wśród himalaistów, alpinistów, a obecnie praktycznie w każdym sporcie, gdzie liczy się dobra wartość odżywcza i mała waga.

Przygotowanie do jedzenia

Prościej gotować się nie da. Wystarczy zagotować wodę, zalać nią liofilizat i odczekać kilka minut. Producenci w wielu przypadkach sprzedają jedzenie liofilizowane w specjalnych torebkach, w których możemy je przyrządzić, więc w gruncie rzeczy naczynia też są zbędne. Mniej do noszenia.

Po otwarciu przekonujemy się, że ilość nie jest duża. Jedzenie wygląda jak zupa w proszku.
Po otwarciu przekonujemy się, że ilość nie jest duża. Jedzenie wygląda jak zupa w proszku.

Przykładowy skład jedzonka – fasola z wołowiną

W reklamach żywności liofilizowanej czytamy, że bez barwników, bez konserwantów, czysta naturalna żywność. Pełen skład pewnie jest tajemnicą handlową firmy, ale oto co można znaleźć w przykładowym daniu „Fasola z wołowiną”: czerwona fasola (42%), wołowina (12%), cebula prażona (cebula, olej roślinny, mąka pszenna, sól spożywcza), pomidory, maltodekstryna, teksturowane białko sojowe, przyprawy, tłuszcz roślinny, papryka, skrobia, laktoza, ekstrakt drożdżowy, cukier, sól spożywcza, środek rozdzielający: kwas krzemowy, naturalny aromat. Jak smakuje? Tego dania nie próbowałem. Z tych, które miałem przyjemność mogę powiedzieć, że niektóre są w moim typie bardziej niż inne. Myślę, że o smakach nie da się dyskutować, każdy ma swoje preferencje.

Czy pożywne?

Zależy ile się zje. Stosunek ceny do ilości nie zachwyca i to jest największa wada żywności liofilizowanej. Za około 25 PLN kupiłem porcję, która przed przygotowaniem ważyła 125g, po dodaniu wody trochę mniej niż 0,5kg i zgodnie z opisem miała około 500kcal. Przeciętnie osoba pracująca w biurze potrzebuje dziennie około 2000kcal. Zgodnie z różnymi kalkulatorami średnio 2000kcal spali się w górach przez trzy godziny intensywnego marszu. Nie znalazłem kalkulatora, który pozwoliłby policzyć marsz z ciężkim plecakiem. Niemniej po paru godzinach wspinaczki taka porcja postawiła mnie na nogi na tyle, że miałem energię ugotować prawdziwy obiad. Wspinać dalej by mi się nie chciało. Myślę, że na cały dzień chodzenia po górach potrzebowałbym takich przynajmniej sześć (zakładając, że to jedyne czym będę się żywił), ale każdy z nas ma inną przemianę materii więc piszę całkowicie subiektywnie. Dodam, że niezależnie od wybranej firmy wartość odżywcza jest bardzo podobna. W końcu to zwykłe jedzenie, tylko odchudzone o wodę w procesie liofilizacji.

Tyle po zalaniu. Objętościowo zwiększyło się do około 1/3 opakowania. Wgląda jak zupka, smakowało całkiem przyzwoicie. Smacznego!
Tyle po zalaniu. Objętościowo zwiększyło się do około 1/3 opakowania. Wgląda jak zupka, smakowało całkiem przyzwoicie. Smacznego!

Waga/cena/woda…

Cena jak wspomniałem nie zachwyca. W tej cenie w schronisku górskim zjemy również a nosić nie trzeba. Tam gdzie jednak nie ma sklepów, schronisk, dostępu do żywności (np. góry wysokie, odludne rejony) docenimy żywność liofilizowaną, o ile będzie dostęp do wody i możliwość jej podgrzania do wrzenia.
Waga? Zależy – jeżeli mamy dobry dostęp do wody, to świetnie (np. śnieg w górach, strumienie, źródła, gospodarstwa, studnie), ale jeżeli wody brak i musimy nieść ze sobą, to na każdą porcję 125g trzeba dodać około 300ml wody.

Żywność liofilizowana – plusy i minusy

Plusy:

– super lekkie;
– pożywne i często smaczne;
– szeroki wybór smaków i potraw;
– szybki i prosty czas przygotowania;
– przeważnie opakowanie jest naczyniem;

Minusy:

– cena może być uznana za dużą;
– niezbędny wrzątek do przyrządzenia;
– niezbędny dostęp do wody;

 

  • Pingback: Krzakoska Skała. Wspinanie po małej ścianie. |()

  • Pingback: Zupa pomidorowa - ciepły posiłek w górach - LubimyGory.pl()

  • ivon

    Jedzonko sympatyczne.wedrowalam z takim przez Skandynawie.niestety objetosciowo wieeeelkieeeee! I drooollgieeeee!wole zuc pol dnia suszona wolowinke!

    • http://lubimygory.pl Marcin Wojtaszczyk

      Faktycznie objętościowo trochę zajmuje ta napompowana paczka i mogłaby być trochę bardziej dopasowana do tego, co otrzymujemy po zalaniu wodą i doprowadzeniu do stanu spożywalności :) Ciekaw jestem, czemu nikt tego nie spróbował zmienić, przynajmniej w przypadku firmy, którą smakowałem.

      • ivon

        Zapewne probuja! Ale to zywnosc komercyjna dla zwyczajnych podrozujacych.dla specjalistow sa inne dania! Te maja przypominac domowy obiadek i chyba tak jest lo troche…deserki tez b.smaczne!