Babia Góra w nocy

with 6 komentarzy
Pilsko kryje się za chmurami. Do szczytu na Babiej blisko.
Pilsko kryje się za chmurami. Do szczytu na Babiej blisko.

Tylu opowieści o niedźwiedziach, co tej nocy, nie słyszałem chyba przez całe życie. Miałem wrażenie, że Przemek chce po prostu jakiegoś przywołać. Było ciemno, minęła 2:00, kiedy zaczynaliśmy podchodzić pod Babią Górę. Chcieliśmy skorzystać z noktowizora, ale był tylko jeden i druga osoba nic by nie widziała, więc podświetlaliśmy sobie drogę latarkami. Szczytu nie było widać. Chmury zasnuły całe niebo. Żadna gwiazda nie mogła się przebić. Szlak był prosty na początku, schody zaczęły się później.

Wchodziliśmy od Słowackiej strony. Stromizna kryła się w mroku. Patrzyliśmy pod nogi, czasem podświetlając sobie drogę, czasem rzucając snop światła dalej.
Czasem na boki, kiedy coś zaszeleściło. Spacer w nocy to zupełnie inne przeżycie, niż w blasku dnia. Słuch się bardziej wytęża, kiedy oczy nie potrafią niczego dostrzec.

Było chłodno. Zapomniałem już o tym, że padły nam hamulce w aucie i nie byłem pewien, czy dojedziemy. Przypomnę sobie o nich, kiedy będziemy schodzić do samochodów jutro. Czułem spokój. Nie wzruszały mnie opowieści o niedźwiedziach. Póki nie ma żadnego stres jest nie potrzebny. Jak się pojawi, to i tak za późno na cokolwiek. Cieszyłem się chwilą, kiedy z każdą następną stromizna rosła, każdy krok i oddech stawał się cięższy, temperatura pod kurtką rozwiała chłód, który powitał nas na parkingu. Na pierwszym postoju trzeba było zdjąć polar, wziąć łyk wody.

 

Szumy, szmery, ryki w lesie…

Nie było nam dane wiele podziwiać przez większość drogi na szczyt, przynajmniej przez pierwsze dwie godziny, kiedy szliśmy w gęstym lesie, który potęgował mrok nocy. Za to koncert dźwięków pochłaniał bez reszty. Pierwszą zagadką był szum, który zdawał się być wiatrem w wąwozie lub strumieniem. Kolejną szelesty między gałęziami.

Zwierzęta boją się światła? – Zapytał Przemek.
Nie wiem, ale gdybym był zwierzęciem i zobaczyłbym dwa wielkie ślepia na drodze (nasze latarki), pewnie bym pomyślał, że to coś jest większe i zszedłbym do lasu.

Szczerze mówiąc nie wiedziałbym, jak się zachować, gdyby wyskoczył niedźwiedź. Pewnie padłbym na glebę i udawał martwego. W nocy daleko bym nie uciekł. Słyszałem, że duży hałas też je odstrasza, ale nie miałem pod ręką miski i patelni. Przypomniała mi się natomiast historia sprzed lat, kiedy nocowaliśmy z Rafałem w Bieszczadach, każdy w swoim malutkim namiocie i coś nagle zaczęło porykiwać w pobliżu. Na tyle głośno, że nie pozostawiało złudzeń odnośnie rozmiarów. Pamiętam, że leżałem z dużym nożem w ręce i prostym zamiarem: jak mnie zaatakuje, ale jest mniejsze, będę się bronił. Jak jest większe, to może jeszcze zdążę rozciąć namiot z drugiej strony i próbować uciec.
Leżałem wtedy cicho i nieruchomo, i nie było mi dane się przekonać. Coś poryczało, połaziło, poszło potem w las. Myślę, że mogła to być locha… może z młodymi. To było dwanaście lat temu. Dzisiaj nic nas nie spotkało.

 

Babia Góra

Świt w górach zapiera dech w piersiach. Niebo przybrało kolory fioletu, granatu, purpury. Zależy gdzie słońcu udało się przebić przez gęste chmury. Samego wschodu od tej strony nie było widać, ale przyroda nie pozostawiła pretekstu do narzekania. Tak samo jak widok, który rozpościerał się po sam horyzont. Przed wejściem na szczyt przekimaliśmy kilka godzin. Niespełna dwieście metrów może, poniżej wierzchołka, stoi drewniana wiata. W niej, na drewnianej ławie, mieszczą się spokojnie dwie, może trzy osoby.
W śpiworach było całkiem ciepło, ale nie mogłem spać. Odwykłem od ciasnego worka, kiedy w domu od dawna śpię na szerokim, prawie dwumetrowym, łóżku. Wstałem koło ósmej. Zawiedziony.
Chmury spowijały całą okolicę i nie było nawet czuć, że jesteśmy w górach. Nic nie zostało z pięknego widoku, który żegnał nas, kiedy zasypialiśmy. Żeby rozgrzać trochę skostniałe od bezruchu ciało, poszedłem na szczyt. Na lekko, bez plecaka. Tam było jeszcze gorzej. Miałem wrażenie, że stoję na maleńkiej wysepce zawieszonej w mlecznej próżni…. 1750 m.n.p. i nie widzę nic. A miało być tyle przestrzeni. Wróciłem do obozu, wyciągnąłem garnki i zrobiłem pomidorową z makaronem. Przemek jeszcze spał, kiedy zaczęło się powoli rozjaśniać i pojawiły się pierwsze zarysy dolin a wśród nich srebrzysta tafla Jeziora Orawskiego. Uśmiech powrócił. Zupa zawrzała. Zapach zachęcał do wciągania grubych rurek makaronu.

 

Mała pętla i do domu

Kiedy skończyłem pomidorową, Przemek odgrzał sobie francuską rację wojskową. Jedną z lepszych, jakie jadłem. Amerykańskie smakują jak kupa z sianem. Polskie nie są złe, w większości to typowe jedzenie i konserwy jakie znamy. Francuskie… niektóre mają nawet krewetki w zestawie. Nie mam pytań. Wiedzą, jak poprawić morale. Do tego kawa, batoniki, płatki do mleka. W sumie w jednej paczce jest cały posiłek od śniadania po kolację. Napiszę o tym więcej kiedyś.
„Francuza” właśnie dojadał Przemek na szczycie, przy kawie, kiedy od polskiej strony pojawiły się pierwsze prześwity między chmurami. Zobaczyłem małe fraktalne wzory choinek w dolinie. Chwilę później kolejne pasma górskie odkrywały się, kiedy mleczna otulina przemijała z wiatrem.

No właśnie – powiedział. – Pierwszy raz jestem tutaj i wcale nie wieje. Pewnie dlatego nic nie widać.

Ale wiało. Delikatnie. Na tyle, by rozwiewać i odsłaniać coraz więcej. Tego chciałem. I to dostałem.

Zeszliśmy Percią Akademików, przez Markowe Szczawiny wróciliśmy czerwonym z powrotem na Babią. Tym razem wiało. Słońce świeciło. Widać było wszystko, na co czekałem. Kiedy stałem na krawędzi, czułem całą moc przyrody. Czułem jej wolność i swobodę z jaką roztacza się dookoła i trwa w chwili. Byłem jednością z nią całą i nie chciałem, aby ta chwila miała kiedykolwiek koniec.


Czas przejścia – (orientacyjnie wg. mapy):
– wejście: Slana Voda -> Babia Góra (3h35m)
– pętla i powrót: Babia Góra -> Markowe Szczawiny (przez P. Akademików) -> Przełącz Brona -> Kościółki -> Babia Góra -> Slana Voda (6h35m).
Najwyższy szczyt: Babia Góra – 1725 m n.p.m.
Perć Akademików jest szlakiem jednokierunkowym (Markowe Szczawiny -> Babia Góra), przeszliśmy go nieświadomie „pod prąd”, czego nie polecamy ze względów bezpieczeństwa. Szlak nie jest oznaczony dobrze od strony Babiej Góry pod tym względem i łatwo wejść na niego w kierunku niedozwolonym, jeżeli tego nie wiemy. Szlak jest całkowicie zamknięty zimą ze względu na zagrożenie lawinowe.
Najbliższe schronisko: Markowe Szczawiny, które znalazło się na 3 miejscu rankingu schronisk 2015 w magazynie turystyki górskiej n.p.m.


  • MadG

    Ja w naszych racjach zawsze trafiam na „małpę” (konserwa mięsna z pasa i kota). Jakoś się do nich nie mogę przyzwyczaić, znajomi w „S”-ce mają pasztet lub gulasz a ja … język blokuje przełyk jak tylko zobaczę co jest w środku … mam wrażenie że stworzenia z puszki patrzą na mnie.

    • http://lubimygory.pl Marcin Wojtaszczyk

      Pancerwafle są jednak bezkonkurencyjne :)

  • http://potrzeba-dialogu.blogspot.com Daniela

    Cudownie się czyta takie wspomnienia. Mam lęk wysokości i jedyne co jest mi dane to czytać o tym. Chociaż może w ciemnościach bym się nie bała? kto wie :)

    • http://lubimygory.pl Marcin Wojtaszczyk

      Dziękuję :)
      W górach, o ile nie jest to przepaść, wydaje mi się, że można sobie fajnie poradzić z lękiem wysokości. Nie czuć jej tak bardzo i tak bezpośrednio. Jest po prostu mnóstwo przestrzeni, którą chce się przytulić :)

  • Renata Sztégierska

    hejka! Jak kiedyś przestaniesz pisać to cię uduszę !!!!!!!! 😉 naprawdę tak jakbym tam była. pięknie piszesz Marcin.

    • http://lubimygory.pl Marcin Wojtaszczyk

      Dziękuję :) Szykuje się nowy wpis z nocki na Klimczoku. Wschód słońca był piękny, jak na głównym zdjęciu w nagłówku bloga :) Dla tej jednej foty warto by było jechać, ale zdjęcia to nie wszystko, wyjazd był niesamowity, ludzie super, przygody… też były :)