Kawa na Pilsku. Owczy budzik na Bieguńskiej.

with 7 komentarzy

IMG_1827a
Dzwonki, setki dzwonków i beczenie tuż obok namiotu. Wyszedłem, żeby zobaczyć co się dzieje. Halę zalewało morze owiec. Spojrzałem na pasterza i pokazałem gestem, że już się zmywamy. Czułem się zdezorientowany, nie spodziewałem się takiej sytuacji nad ranem. On uśmiechnął się i kiwną ręką niedbale dając do zrozumienia, żeby się nie kłopotać.

– Gdzie leziesz kurwo! – zawołał do zbłąkanej owcy.

Staraliśmy się ukryć śmiech.

Nie było w tym złości, czy agresji. Raczej takie ot po prostu: „Gdzie leziesz kurwo” do owcy, która weszła na zachwaszczoną i przesuszoną część polany. Przypomniał mi sąsiada, obok którego mieszkaliśmy w  dzieciństwie. Ten potrafił używać przekleństw w proporcji przekraczającej wszelkie normy, ale brzmiał podobnie zabawnie. Nie odrażająco.

Wyglądał inaczej niż w infografikach, jakie reklamowały Beskidy – pasterz oczywiście, nie sąsiad. Nie nosił kapelusza, ani nic z ludowego stroju. Jedynie torba z owczej skóry, przewieszona przez ramię, sugerowała jakiś tradycyjny pierwiastek. Spodnie były zwykłe, górę okrywał czerwoną bluzą od dresu. Spoglądał za owcami, które przetaczały się powoli.
Jego pies poświęcał nam więcej uwagi. Stał wyprostowany na wzniesieniu, patrzył uważnie. Ani drgnął przez cały czas, kiedy składaliśmy namiot. Owce beczały, jakby chciały nam coś powiedzieć – może były oburzone, że spaliśmy w ich jadalni.
Liczyliśmy – kładąc się spać – na poranną kawę z pięknym górskim widokiem w tle, śniadanie o wschodzie słońca, ale trzeba się było uprzejmie pogodzić z tym, że ktoś na ten stolik już wcześniej zgłosił rezerwację. Poszliśmy poszukać innej fajnej hali.

 

Kawa i Pilsko, sielanka z Babią w tle

Fajna kawa była dzień wcześniej. Słońce świeciło, pojedyncze chmury hipnotyzowały jak tancerki, które czarują krągłymi ruchami bioder, wykonując zmysłowy taniec brzucha. Wystarczyło chwilę popatrzeć w niebo i człowiek rozpływał się w błogim spokoju przyrody, kiedy kawa pyrkała w małym ekspresie. Tak, w ekspresie. Uwielbiam kawę z ekspresu i jestem jej wielkim fanem. Choć zdrowy rozsądek w połowie kłóci się z niesieniem dodatkowego balastu w plecaku, to jednak smak naturalnej kawy przekonuje mnie. Takie chwile jak ta wynagradzają trud. I do tego namawia druga połowa zdrowego rozsądku, popychana emocjami.
Nie na samym Pilsku się rozłożyliśmy. Dziesięć minut od szczytu jest punkt widokowy i tam dopadł nas ten błogostan. W zacisznej alkowie, z kosodrzewiny, która osłaniała nas od chłodnego wiatru mieliśmy poleżeć pół godziny. Po dwóch całych ustaliliśmy posiedzieć jeszcze piętnaście minut. Nie śpieszyło się nam. Czasy, kiedy miałem ochotę spalać się i bić rekordy minęły kilka lat temu, teraz jeżdżę w góry nacieszyć się ich energią, spokojem. Podziwiać, czuć, nie przegapić.

 

Spotkanie

Mieliśmy się wybrać razem w góry, w ten weekend. Z Renatą i Wiktorią. Planowaliśmy wystartować w piątek, ale mnie zatrzymała praca, brat chciał spędzić czas z córką. Renata umówiła się, że w dołączy do nas jej siostra, a Przemek proponował Tatry. Gubisz się? Ja trochę. Z tego zamieszania Renata z Wiktorią pojechały w piątek, ale okazało się, że zostają tylko do soboty. Ja z Łukaszem – bratem – pojechaliśmy w sobotę o świcie, z zamiarem przenocowania na niedzielę. Siostra Renaty odpadła i pojechała w inny rejon. Przemek nie ogarnął innych spraw i nie pojechał wcale. Niezły bajzel. Spotkaliśmy się za Palenicą. Nie od razu.

Telefon przerywał. SMS’y dochodziły, ale zadzwonić było trudno. Nie umawialiśmy się na konkretną godzinę. Bez ciśnień na spotkanie. Może by się udało wcześniej, gdybyśmy nie zależeli się na Pilsku przy kawie. Dziewczyny dotarły do Palenicy i czekały prawie godzinę. Kiedy udało się zgadać przez telefon wracały na Rysiankę.

– Spokojnie nas dogonicie – usłyszałem w słuchawce. – Idziemy w żółwim tempie – dodała po chwili.

Nie goniliśmy. Dotarliśmy powoli. Do tej pory nie wiem jak to możliwe, że spakowały się w plecaki „trzydziestki”. Moje „50+10″ – wypchane po brzegi – uginało kolana i nie przez ekspres do kawy, czy namiot, bo ten niósł Łukasz. Zrozumiałem później. Właściwie teraz, kiedy piszę. My nastawiliśmy się na pełną samowystarczalność i każdą pogodę, mimo że zapowiadali słoneczną. One podeszły do tematu luźniej. Do tego spanie i jedzenie planowały głównie w schroniskach. Zadziwiające jak zmęczony umysł zaczyna szybko wszystko mierzyć swoimi kategoriami, bez zastanowienia w chwili, kiedy zbiera dane z otoczenia. Swoją drogą zauważyłem dziwne prawo fizyki w górach – żartuję, gdyby ktoś wziął mnie teraz na poważnie – mianowicie im dłużej idziesz, tym mniej rzeczy w plecaku, ale wcale nie robi się lżejszy z każdym następnym dniem. Taki oto figiel górski.

 


Czas przejścia – (orientacyjnie wg. mapy):
Korbielów -> Pilsko – (3h30m) – żółty/czarny szlak
Pilsko -> Bieguńska Hala (przez Halę Lipowską) – (3h30m) – niebieski/czerwony/żółty szlak
Korbielów – dobra baza wypadowa na Pilsko.
Schronisko na Hali Lipowskiej  w pierwszej 10 rankingu magazynu n.p.m.
Najwyższy szczyt: Pilsko – 1557 m n.p.m.

 

  • http://potrzeba-dialogu.blogspot.com Daniela

    Kiedy idzie się na szczyt to idzie się po zwycięstwo. Po satysfakcje i poczucie spełnienia… co tam ból, co tam zmęczenie :)

    • http://lubimygory.pl Marcin Wojtaszczyk

      W górach piękne jest to, że każdy tam znajduje coś dla siebie :) Są kochane :)

  • ivon

    Kilka lat temu w Norwegii poszlam na szczyt po „widok”- znane Preikestolen…wspinaczka w tłumie, niełatwa, dużo emocji i strachu…i wtedy poczułam ze nie o to chodzi…chodzi wlasnie o te kawę na zielonej trawie! Zazdroszczę ci troszeczkę patrząc na zdjęcia…taki spokój.cisza.nie znam hiszpańskich gór ale chyba góry polskie to jedyna rzecz za którą zatęsknię na emigracji…/ a już sie obawialam ze nic takiego sie nie znajdzie!chetnie powędruje z toba i czasami w sie do kawy na wyżynach!

    • http://lubimygory.pl Marcin Wojtaszczyk

      Myślę, że jak zobaczysz Pireneje, to padniesz z zachwytu :)
      Tym czasem, jeżeli będziesz w Polsce, chętnie się spotkam w górach na kawie :)

      • ivon

        Pireneje..
        .wiesz jak to jest: Rejestrujesz piękno świata, gnasz za nim żeby i tobie szybciej zabiło czasem serce…a potem wracasz do codziennosci.zejscia sa bolesne bo niżej jest jakby „brudniej”.im wiecej widziałeś piekna tym jest bolesniej..chyba.ale Ok!kawa w Pirenejach wpisana na listę moich marzeń! Kawa w Polsce…? Prędzej pewnie zahaczysz o Hiszpanie i to ja zaproszę ciebie : )

  • Renata Sztégierska

    Tak myślę Marcin ,że ja z takim małym plecakiem pojechałam kiedyś w góry na dziesięć dni,i bez namiotu, wody na zapas kasy na schronisko,przeżyłam,
    wodę ze strumienia piłam ,spałam pod kupą siana albo w szopie teraz pewnie też dałabym radę tylko kto ze mną pojedzie w tych czasach na taki surwiwal????

    • http://lubimygory.pl Marcin Wojtaszczyk

      Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie :) Mogę tylko zgłosić się na ochotnika na taki wyjazd :)